15 lutego 2008

back to life

wracam do życia po pięciu ciężkich dniach. grypa to chyba najbardziej nudna i monotonna rzecz na świecie. leżysz w łóżku starając się utrzymać pocenie ciała, gdyż tylko to może cię uleczyć. temperatura robi nadzieję około południa żeby wieczorem ponownie oznajmić, że czeka cię kolejny dzień w łóżku. ja leżałem cztery dni. ominął mnie w tym czasie jeden egzamin. na szczęście bez problemów będę mógł go zaliczyć w poniedziałek.

sigur ros - popplagid

w ciągu choroby miałem sporo czasu do myślenia. myślałem przede wszystkim o najbliższych tygodniach. skoro mamy przerwę w związku trzeba sobie wypełnić jakoś czas. wypełnię go mianowicie realizacją swoich pasji. przede wszystkim jak tylko będzie ładnie ruszę z aparatem na miasto, a jak zrobi się cieplej – na wieś. po za tym muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. muszę nabrać sił po chorobie, więc przydałoby się nieco poćwiczyć. niebawem zacznie się sezon rowerowy, który na pewno nie będzie wyglądał jak poprzedni. sąsiad z klatki jeżdżąc do pracy 3 km w dwie strony przejechał więcej kilometrów ode mnie ;) zastanawiam się również czy nie zacząć biegać. brakuje mi męskiego wyjazdu w góry jak za dawnych lat. 200 złotych w kieszeń, cały dzień z ciężkim plecakiem na szlaku i mielonka z mielonką. blady co ty na to? może wyskoczymy się pomęczyć w jakiś weekend? :)

boat club - memories

mam nadzieję, że już niebawem nastąpi kordzikowo xx (nie pamiętam już które :) z nowymi ekstra-efektami oświetleniowymi ;) szykuje się również na dniach pes-night u mięcha. poza tym praca i uczelnia...


będzie co robić :)